wtorek, 1 września 2015

Pakowanie i ciążowe wnioski.

Od kilku dni próbuje spakować torbę do szpitala, idzie mi ciężko, nie mam siły na nic.
Ciążą samą w sobie czuję się wykończona i najzwyczajniej w świecie mam już dość.
Z całą pewnością nie ma w niej  nic przyjemnego, poza Idusiowymi ruchami, które są jedynym miłym akcentem.
Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że nie jestem jednostką stworzoną do rozmnażania. :))

9 komentarzy:

  1. oj głowa do góry :) przytulisz po raz pierwszy maleństwo i zakochasz się do nie przytomności i wspomnienia o ciąży będą miłe :) ja ciąże przechodziłam wyśmienicie, tak jakbym w ciąży nie była, więc ja z wielkim sentymentem powracam do wspomnień z ciąży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę Anetko bo moja od początku jest koszmarem. Nie wiem jak wytrzymałam te ponad 250 dni! :)))))) Czepia się mnie wszystko co tylko może infekcje, rozstępy, wysyp brodawek i pękniętych naczynek, ogromny przyrost wagi.. Czuję się po prostu fizycznie zrujnowana, ale jestem pewna, że nie będę miała do Idy nawet najmniejszego żalu. :))))))

      Usuń
  2. Martuś, uszy do góry. Upały, które przeszliście z maluszkiem były nieludzkie, ale przetrwaliście je. Wcale się nie dziwię, że jesteś wykończona. Na szczęście już nie zostało wiele czasu, a upały się kończą. Dacie radę. Też przed pierwszym porodem pomyślałam, że ostatnie miesiące ciąży w lecie (i poród w upale) to nie jest dobry pomysł. Kubuś urodził się w najgorętszy dzień ówczesnego lata i zapomniałam o ciąży. I tak się nim zachwyciłam, że zapragnęłam następnego maluszka, ale tym razem zaplanowałam ciążę na zimę i poród na wiosnę :) Trzymajcie się Kochani i dużo odpoczywajcie, żeby nabrać sił :) Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet przez sekundę nie spodziewałam się takich upałów.. Wczoraj i dziś znów to samo, na dobitkę wysiadła mi tarczyca i ledwo ręce podnoszę żeby zrobić cokolwiek.. A już w głowie tłucze mi się myśl, że kiedyś braciszek by się jej przydał.. ;))) Końcówkę ciąży znoszę tak źle, że już prawie zapomniałam jak beznadziejny był początek, także jestem pewna, że sumasumarum to wszystko pójdzie w niepamięć. Pociesza mnie to, że nie boję się wcale zarwanych nocy i całodobowej opieki nad maleństwem.. Już teraz wstaje w nocy co 15 - 20 minut i jestem ciągle wykończona, więc jak stracę trochę tego balastu, będzie na pewno dużo lepiej. :))))))

      Usuń
  3. Ja swoich chłopaków rodziłam w maju, ale trafiły się wtedy ogromne upały. Pamiętam, że ledwo chodziłam, obcierałam nogi, a do ubrania miałam tylko namiot. Ale jak urodziłam, wszystko odeszło ode mnie, najważniejsze że rodzi się maluszek zdrowy, rozkrzyczany, ale już bardzo kochany i jedyny najpiękniejszy. Tak więc Martuniu, trzymaj się Kochana, teraz to już będzie tylko lepiej i radośniej, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Pogoda męcząca ale ma być już ponoć chłodniej .Życzę pomyślnego powitania maleństwa i trzymam za Ciebie Kochana kciuki .Prawda jest że maleństwo wszystko wynagradza ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Mamuśka:) Zaciskaj zęby bo już niedługo wszystkie przykre doświadczenia pójdą w niepamięć:) Kiedy tylko weźmiesz córcię w ramiona:) Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj kochana jak ja Cię dobrze rozumię. Ja mam jeszcze miesiąc przed sobą. Torbę też mam nie spakowaną, Ruszam się jak słoń i nie mam siły na nic. Zawsze powtarzam, że ostatni miesiąc jest specjalnie tak męczący aby myśleć o porodzie jak o zbawieniu i z niecierpliwością na niego czekać :) Trzymaj się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, końcówka jest naprawdę uCIĄŻliwa... No jednak dzidzia trochę waży, coraz ciężej się ruszyć, wstać...ech..Ale co tam, ważne, że jeszcze trochę i już będziesz tulić w ramionach swoje maleństwo :)

    OdpowiedzUsuń